Działania militarne na tle prasy, a tajemnica wojskowa

Według Władysława Zajewskiego jedynie pewne drobne informacje wojskowe przeciekały na łamy periodyków. Stanowisko to jednak nie jest do końca przekonywujące, gdyż Władysław Zajewski w swych pracach faworyzuje prasę lewicową pomniejszając jej negatywne wpływy1. Rosjanie, posiadający do czerwca (a nawet sierpnia) szpiegów w Warszawie, nie mogli nie korzystać z tak bogatego źródła informacji, jakim była prasa codzienna. Pytanie brzmi czy Dybicz, Toll, a następnie Paskiewicz brali pod uwagę zawarte w gazetach informacje? I czy wpływały one na ich strategiczne decyzje? Bitwa pod Warszawą i walki o Olszynkę Grochowską świadczą raczej o tym, iż o ile Dybicz posiadał jakieś informacje prasowe, to ich nie wykorzystał2. Nie mniej jednak głośne opisywanie w  prasie ruchów armii powstańczych  i szerokie komentarze autorów nad przebiegiem tras polskich wypraw, nie mogły pozostać niezauważone w rosyjskim sztabie. Jeśli nie wykorzystywano tych informacji, to tylko dlatego, iż im niedowierzano i traktowano jako prowokacje. Znamiennym jest, iż te same informacje uzyskane za pośrednictwem służb pruskich, a pochodzące dokładnie z tych samych źródeł, budziły w Rosjanach większe zaufanie.

Bitwa pod Olszynką Grochowską
Bitwa pod Olszynką Grochowską stoczona 25 lutego 1831 r.

Wybór Skrzyneckiego na wodza powstania nastąpi w sytuacji krytycznej, gdy przypuszczano, iż Rosjanie przeprawią się na drugi brzeg, gdy nie było praktycznie żadnego innego kandydata (Dwernicki był poza Warszawą), wreszcie z poparciem Prądzyńskiego2 (któremu zaimponował pod Olszynką) i Czartoryskiego, którego ujął swą postawą i przemówieniem przed Sejmem. O ile kolejny wódz – Krukowiecki potrafił wielomiesięcznymi przygotowaniami zadbać o dobrą prasę, o tyle Skrzynecki na krótki okres zdobył sobie przychylność dziennikarzy, przyjmując pozę człowieka zdecydowanego i nieustępliwego3. Redakcje gazet – przejęte Olszynką oraz możliwością wkroczenia Rosjan – zupełnie zapomniały o konserwatywnych zapatrywaniach Skrzyneckiego, ambicjach wodza aby zostać adiutantem Mikołaja, roli jaką odegrał w procesie Łukasińskiego, marnym talencie militarnym i braku wykształcenia.  „Wiecie – mówił do Chrzanowskiego, Prądzyńskiego i Kołaczkowskiego po objęciu dowództwa – że byłem tylko dobrym pułkownikiem, wiadomości wojskowych nie posiadam…”4 Niewątpliwie Skrzynecki był dobrym żołnierzem i dowódcą pułku, natomiast jako wódz unikał walnych rozstrzygnięć i koncentracji wojska w najważniejszych punktach, dbał bardziej o to, aby dowodzić większą częścią wojsk, niż o samą armię. Ale wszystkie te wady dostrzeżono po niewczasie, początkowo prasa wychwalała nowego wodza zupełnie tak jak na początku powstania Chłopickiego. Nazywano go wręcz „wybawicielem narodu”5, pomimo prób podejmowania rokowań z Dybiczem tuż po Olszynce. Dopiero w kwietniu przystąpiono do ostrzejszej krytyki, kiedy niezdecydowanie i niemożność podjęcia zdecydowanej akcji przeciw wrogowi wyszła na jaw w całej okazałości.

Bitwa pod Białołęką
Bitwa pod Białołęką stoczona 25 lutego 1831 r.

Na podstawie przebiegu zmagań pod Olszynką Grochowską w dziennikach możemy zobaczyć, jak silnym medium była wówczas prasa. Zwycięstwo, co do którego należałoby mieć pewne wątpliwości, gdyż Dybicza powstrzymywały także braki w zaopatrzeniu i cienki lód na Wiśle, zostało przedstawiona niczym drugie Wagram. Nie znając dokładnej ilości wojsk nieprzyjaciela przed bitwą, znacznie ją zaniżano. Po bitwie zarówno siłę nieprzyjaciela, jak i poniesione przez niego straty, zawyżano. Nowa Polska podawała straty nieprzyjaciela już w dziesiątkach tysięcy: „Nieprzyiaciel poniósł ogromną stratę: zabito mu 4 Jenerałów; zniszczono 2 pułki piechoty; jeden pułk kirasjerów zupełnie zniesiony, gdyż co nieległo na miejscu dostało się w niewolę; zdobyto całą bateryą i zagwożdżono. Jak wielką klęskę musiał ponieść widać z też okoliczności, iż przypuszczał 6 ataków bezskutecznych swoimi masami, a siódmy kirasjerami, których pułk został wybity”6. W Gazecie Polskiej pisano: „Oto to bohaterowie Rossyjscy, pogromcy Francuzów, Turków, postrach Europy! Dybicz, Geisinar, Kreutz, kryją się po lisach jak zwierzęta dzikie, boją się ogromnych i przewyższającej artylerji w pole wyprowadzić i czoła naszym rycerzom stawić, aby utracić wszystko od razu. Przebiegli bez oporu przestrzeń ziemi naszej , i już triumfowali że zwycięstwo odnieśli, gdy Grochów i inne miejsca ukróciły dumę Azjatów. Co dziś powiedz gazety Pruskie, które nam tak doradzały pokój i jarzmo okrutnego despoty północnego? Co powie Europa o przestawionym Dybiczu feldmarszałku, który ścigał przez Bałkany uciekających Turków, a nie stawil czoła naszym rycerzom pod Grochowem ? Dybiczu! sława twoja znalazła zakres pod Grochowem.”7 Wychwalano odwagę i zdolności przywódcze Skrzyneckiego. Kurier Polski również rozwodził się o „ogromnej klęsce nieprzyjaciela”. Powrót członków rządu, którzy już zdążyli opuścić Warszawę8, brak szturmu, jeńcy rosyjscy oraz ukazanie się artykułu o próbach przerwania rozlewu krwi przez wodza w Dzienniku Powszechnym Krajowym9, doprowadziły do masowej euforii. Odprężenie, jakie nastąpiło w stolicy, jest oczywiście zrozumiałe. Warto natomiast zwórcić uwagę jak wielki, pokutujący do dnia dzisiejszego, wpływ na świadomość historyczną miały ukazujące się wtedy artykuły. Pozytywna ocena Prądzyńskiego (też przecież skorego do rokowań i niechcącego wziąć na siebie pełnej odpowiedzialności), Krukowieckiego i bitwy pod Olszynką Grochowską ma swoje podłoże właśnie w prasie10. Ciężko bowiem pełną poświęcenia i męstwa Polaków, uporczywą obronę uznać za drugie Wagram, a taką właśnie opinię Olszynka na długo sobie zdobyła.

Bitwa pod Iganiami
Bitwa pod Iganiami stoczona 10 kwietnia 1831 r.

Po lutowym odparciu wroga spodziewano się początkowo, iż brak ruchów armii spowodowany jest jakimiś tajnymi planami Skrzyneckiego, który gromadzi zaopatrzenie i już zaraz rozpocznie dyslokacje w kierunku Dybicza. Dzienniki prześcigały się w domysłach, gdzie ruszy natarcie, kto będzie dowodził prawym, a kto lewym skrzydłem, panował powszechny optymizm. Pobudzało to wyobraźnie warszawiaków. Pierwsze, znaczące decyzje wodza nie przysporzyły mu jednak popularności. Prasa jednoznacznie potępiła pomysł z wyprawą Dwernickiego, słusznie uważając taką akcję za marnotrawienie sił. Zapewne również dlatego, iż autorzy artykułów mieszkali w Warszawie i bardziej martwili się o stolicę niż Wołyń. Nie mniej jednak, każde zwycięstwo od Warki, Kozienic, Puław, aż do Zamościa i Boremela skrzętnie odnotowywano. Po internowaniu oddziału w Dzienniku Powszechnym Krajowym i Kurierze Polskim pisano o „dzikich wrogach, którym dopomaga Austria nie rozumiejąc swego położenia”. 1 IV ukazał się w Dzienniku Powszechnym Krajowym artykuł o bitwie pod Wawrem i Dębem Wielkim, 4 zaś11 przedruk raportu Skrzyneckiego o zwycięstwie w którym przypisywał sobie wszystkie zasługi – niestety znaczna część redakcji jeszcze wierzyła wodzowi. 16 IV Dziennik Powszechny Krajowy opublikował informacje o zwycięskiej bitwie pod Iganiami. Przełom kwietnia i maja odznacza się w prasie właściwie niezachwianą wiarą w zwycięstwo.

Battle_of_Ostroleka_1831
Bitwa pod Ostrołęką
stoczona 26 maja 1831 r.

521 numer Kuriera Polskiego donosił, iż pod Ostrołęką oręż polski okrył się nieśmiertelną sławą. Nieprzyjaciel poniósł ogromną klęskę. Przez trzy dni wierzono w Warszawie, iż Dybicz został pokonany. Zarówno Nowa Polska, Gazeta PolskaDziennik Powszechny Krajowy, jak i Kurier Polski szumnie rozpisywały się o nowym etapie wojny i tysiącach jeńców. Przypomniano sobie pogłoskę o pomocy 50 tysięcznej armii austriackiej. „Tak więc wojsko narodowe w dziesięć dni, siłami daleko mniejszymi od nieprzyjacielskich wypędziło z granic Królestwa gwardyję rosyjskie […]”. „Atak korpusu Łubieńskiego na Dybicza był jednym z najświetniejszych czynów w tej kampanii. Rossyanie widząc, iż oddziały nasze ruch rozpoczynają, zaczęli przy świetle księżyca z dział karczami ognia dawać; lecz w teyże chwili rzuciła się nasza jazda do szarży, a piechota na bagnety, i jak szeroki był front nasz tak szeroki zrobiono i wyłom w mgnieniu oka w kolumnach nieprzyjacielskich, sprawiając między niemi rzeź okropną.”12 W numerze następnym z 27 maja Dziennik Powszechny Krajowy donosił o 9000 zabitych Rosjanach i około 3500 strat wśród Polaków. 29 tegoż miesiąca, Skrzynecki zawitał na krótko w Warszawie i… „Jak się dowiadujemy,  podaliśmy za wysoko stratę naszą w zabitych i rannych pod Ostrołęką. Nie dochodzi ona i 3000. Rosyanów bardzo wiele potonęło w Narwi13; gdy albowiem przez jeden tylko most mogli debuszować, przed którym nie dozwalały im się rozwijać ciągłe nasze ataki, Dybicz kazał kawaleryi wpław, a piechocie wynalezionym brodem przechodzić”14. Nawet Gazeta Polska i Nowa Polska, zwykle krytykująca wodza oraz jego bezczynność, zaczęły nieśmiało chwalić talenty wodza i wielkie męstwo Wojska Polskiego. Jednak już na początku czerwca, kiedy do świadomości dziennikarzy dotarła z całą siłą wiadomość o klęsce i możliwości ujrzenia moskali pod Warszawą, na Skrzyneckiego wylała się nowa fala ataków. Gazeta Polska donosiła: „Nie można jeszcze z dokładności obliczy wzajemnych strat poniesionych w bitwie pod Ostrołęką; są one bardzo znaczne. Jeżeli nieprzyjaciel zasłał swojeini trupami plac boju po obu stronach Narwi, tak przyznać wypadać i my mamy wiele zabitych i rannych”.15 Wina za dezinformację na przełomie maja i czerwca ciąży zarówno na sztabie, który nie chciał udzielić wysłannikom negatywnych wieści przez co, nawet po przyznaniu się do przegranej, nadal zaniżano informacje dotyczące strat, jak i na samych dziennikarzach, którzy wyolbrzymiali zdobyte informacje. Zawód wyprawy na gwardię oraz przegrana pod Ostrołęką odebrały nie tylko Skrzyneckiemu, ale również całemu sztabowi wiarę w zwycięstwo. Co gorsza, marazm wodza powoli zaczął się udzielać także i reszcie oficerów, a nawet Sejmowi, który urządzał na cześć wodza owacje i pomagał mu rozpocząć kampanie reformy rządu, która miała odciągnąć uwagę od militarnych niepowodzeń rządu. A przecież, choć przegrana walka o Ostrołękę nie musiała jeszcze oznaczać definitywnego końca powstania, armia polska poniosła mniejsze straty niż podczas walk o Olszynkę. Osłodą dla tych wydarzeń była informacja w Dzienniku Powszechnym Krajowym16 o zwycięskiej bitwie Chłapowskiego pod Narewką opublikowana 3 czerwca.

O przeprawie wojsk rosyjskich prasa posiadała dość szczegółowe informacje, zaczerpnięte wprost ze sztabu generalnego. 13 VII Gazeta Polska donosiła, że Paskiewicz przygotowany jest do przekroczenia Wisły, a  „wzbronienie mu jest w tym miejscu niepodobne i należy przeto, aby Warszawa wcześniej myślała o środkach obrony17”. Wcześniej Dziennik Powszechny Krajowy pisał o komisji pruskiej, która pomaga zaopatrzyć Rosjan i ułatwia im przeprawę18. 21 VII ukazała się nota19 o tym, iż Giełgud przekroczył granicę pruską z 2 tysiącami żołnierzy, tym samym grzebiąc nadzieje na wielkie powstanie na Litwie. Próbowano w prasie warszawskiej tą informacje dementować, do 29 VII mimo, potwierdzenia zdarzenia przez Chranowskiego20 i Dembińskiego. Nadzieje w stolicy były jeszcze zbyt duże by móc z łatwością przyjmować informacje o kolejnych niepowodzeniach. Również 21 VII, Czartoryski napisał istotny list do Władysława Zamoyskiego, w którym stwierdzał: „Muszę przyznać iż nie ma już dostatecznego powodu dopierania się przy obecnym wodzu naczelnym. Jego cenne zalety doszczętnie niknął wobec martwoty, jaką zaraża wszystkie nasze ruchy wojenne. Nie chodzi już nawet o wybór między tym i owym planem; jest to jakaś śmiertelna niemoc.21” Zmiana stanowiska przez księcia Adama była początkiem końca przywództwa Skrzyneckiego, którego Gazeta Polska podsumowała: „nie komunikował się z Sejmem, bardzo mało z rządem.22” Niestety, okazując znacznie większą energię w polityce, w wystąpieniu przed Sejmem potrafił zachować swe stanowisko jeszcze przez 2-3 tygodnie.

W momencie, gdy finanse państwowe kurczyły się w zastraszającym tempie23, transakcje handlowe ograniczyły się do minimum, a sejm zezwolił na emisję 10 milionów złotych w biletach kasowych,  wprowadzono dodatkowe opodatkowanie Żydów i zaczęto mówić o konfiskacie sreber kościelnych – społeczeństwo zostało zaskoczone informacją o ucieczce generała Rudrigera (z okrążenia Jankowskiego i Ramorino) wraz z kasą obozu. Nie dziwi więc fakt, iż Jankowskiego posądzono o zdradę, a całe wydarzenie posłużyło za jeden z pretekstów wydarzeń 15 sierpnia. Tym bardziej, iż o wyprawie łysobockiej rozpoczętej 16 czerwca, mającej ratować autorytet wodza, niewiele wiedziano. Redakcje, tym razem na krótki czas, szczelnie odizolowano od informacji z frontu. Jak się okazało nie było to właściwy krok, gdyż tylko rozjątrzył ranę po przegranej.

Obrona Warszawy
Obrona Warszawy we wrześniu 1831 r.

Pierwszy dyktator, jaki i wódz naczelny, naciskali na redakcje, aby te ograniczyły publikowanie artykułów dotyczących ruchów jednostek. Niestety, ze względu na to, że obaj dążyli do zniesienia wolności prasy w ogóle, redakcje słusznie odbierały to jako pierwszy krok mający na celu ograniczenie posiadanych swobód. Nadto, czy mogło być coś bardziej interesującego całe społeczeństwo niż armie, ich ruchy, bitwy, generałowie, analiza działań i snucie przypuszczeń co do ruchów przeciwnika? Takie informacje zapewniały poczytność i pozwalały gazetom nie tylko trwać, ale także publikować własne oceny i komentarze, a tym samym wpływać na ogólną ocenę wydarzeń. Rząd kilkukrotnie odwoływał się do rozsądku i patriotyzmu dziennikarzy, aby „nie niszczyli powstania”. Wraz z powstaniem Biura Wiadomości przy Ministerstwie Spraw Wewnętrznych w gazetach zaczęło pojawiać się więcej informacji o przebiegu dotychczasowych działań, niż informacji o stanie liczebnym i przyszłych ruchach wojsk. Szkoda jedynie, iż nie pokuszono się o publikowanie treści dezinformujących wroga, do tego jednak potrzeba było ścisłej współpracy między Radą Narodową, sztabem i choćby jedną gazetą, na przykład Dziennikiem Powszechnym Krajowym.

Biuro Wiadomości przekazywało informacje ze sztabu wodza nad wyraz optymistyczne. Dlatego też dziennikarze starali się pozyskać informacje przez własnych informatorów – rannych żołnierzy, uciekinierów z prawego brzegu Wisły, nawet mimo wydanego przez Skrzyneckiego 28 marca  rozkazu zabraniającego drukowania w prasie innych informacji wojennych, niż te które opublikuje rząd24.  Redakcje ulegały wielu złudzeniom. Początkowo wpadły w uwielbienie dla nowego wodza, sławiły jego „napoleońską” strategię, nie znając liczebności armii rosyjskiej znacznie ją zaniżały a niewielkie wygrane potyczki przedstawiały niekiedy jako „drugie Wagram” lub Austerlitz. Entuzjazm i optymizm górowały nad realizmem. To, co francuskie gazety dostrzegły od razu, czyli walkę Dawida przeciw wielkiemu imperium, w Polsce jak gdyby znajdowało się na marginesie. Rosja i jej armia – owszem są wielkie, ale jak uważano (częściowo słusznie) źle wyszkolone, zdemoralizowane, zmęczone kampanią bałkańską i skore do buntu. W Polsce cały czas liczono na bunt w armii rosyjskiej, bunt w samej Rosji, pomoc wojsk francuskich – niestety jedynie liczono, w żaden sposób nie pomagając zaistnieć tymże czynnikom. Powstanie listopadowe było pierwszą walką Polaków tak szeroko komentowaną w prasie, a władze po raz pierwszy zmagały się z problemem zbytniej swobody druku. Redaktorzy,  nie mający wcześniej pojęcia o polityce i wojsku, w ciągu miesiąca stawali się „ekspertami”, krytykującymi każdy ruch wodza lub Rady Narodowej. Niestety przyczyniało się to do spadku zaufania społecznego a nieraz także do unieruchamiania działań militarnych. Smucić może, mimo całej pozytywnej roli prasy, iż nikt ani Skrzynecki, ani Czartoryski, ani Rada nie potrafił wyzyskać prasy do skuteczniejszej walki z Rosją.


Przypisy

1 W. Tokarz, Wojna polsko-rosyjska 1830 i 1831, s. 142- 146, R. Durand, Depesze z powstańczej Warszawy, s. 17 (Polacy mają bardzo złych szpiegów i najczęściej nie mają ich wcale. Żydzi, tak spragnieni pieniądza, tak chętnie służący za szpiegów Rosjanom, odmawiają usług Polakom. Niezbyt ukrywają oni swą awersję od narodu pośród którego żyją przytłoczeni pogardą, czasem zniewagami i pozbawieni niemal wszystkich praw obywatelskich.)
2 W. Tokarz, Wojna polsko-rosyjska 1830 i 1831, s. 175-206.
3 Koła wojskowe z Prądzyńskim na czele uważały, iż Skrzyneckim można z łatwością manipulować.
4 W. Tokarz, Wojna polsko-rosyjska 1830 i 1831, s. 234.
5 Jedynie Nowa Polska zdobyła się na powściągliwość.
Dziennik Powszechny Krajowy, 56, 26 II.
Gazeta Polska, 54, 25 II.
8 22 lutego rozeszły się pogłoski, iż wojska rosyjskie przeszły Wisłę między Górą Kalwarią, a Puławami.
Dziennik Powszechny Krajowy, nr 986, 28 II.
10 Oczywiście także we wspomnieniach uczestników – jednak one pisane były nieraz z perspektywy wielu lat, nieraz opierały się w znacznej mierze na prasie warszawskiej i emigracyjnej.
11 Dziennik Powszechny Krajowy, 4 IV.
12 Dziennik Powszechny Krajowy, nr 144, 26 V.
13 Straty rosyjskie wynosiły ok. 5000 ludzi, polskie 6000, w tym 2000 poległych.
14 Dziennik Powszechny Krajowy, nr 146, 29 V.
15 Gazeta Polska, nr 143, 28 V.
16 Dziennik Powszechny Krajowy, 151.
17 Gazeta Polska, 13 VII.
18 Dziennik Powszechny Krajowy, nr 161, 13 VI.
19 Zaczerpnięta z niemieckich dzienników m.in. Staats-Zeitung.
20 Chrzanowski pisał raport już w niewoli.
21 Więcej na ten temat w: W. Tokarz, Wojna polsko-rosyjska 1830 i 1831, s. 437.
22 Gazeta Polska, 27 VII.
23 Zawiodły ostatnie próby uzyskania pożyczki od Anglii.
24 Oczywiście zakaz ten łamano.

Komentarze

komentarze