„Polacy! Wybiła godzina zemsty. Dziś umrzeć lub zwyciężyć trzeba!” – wydarzenia pewnej listopadowej nocy.

„Dnia 29 listopada około godziny 6-tej wieczorem zaszły w Warszawie zdarzenia, które rozpoczęły się najściem na mieszkanie Belwederu przez mały poczet cywilnych i wojskowych oraz przez otoczenie Rosjan po koszarach stojących[1]”.

         Zdaniem Wacława Tokarza zadania, które wyznaczyli sobie Związkowi nie należały do trudnych, w każdym razie nie trudniejszych od tych, z jakimi musiała uporać się stolica w kwietniu 1794 r. Korzystny był wówczas układ sił w stolicy – Związkowcy byli spokojni. Oddziały polskie liczyły 10 tys. i 13 dział; siły rosyjskie 6,5 tys. i 4 działa. Również położenie wojska rosyjskiego miało sprzyjać sprawie polskiej. Kawaleria stacjonowała w koszarach Łazienkowskich na południu miasta; pułk wołyński piechoty przy ulicy Dzikiej, pułk Litewski zajmował Żoliborz, w koszarach gwardii pieszej koronnej (oba były więc przedzielone całą długością miasta) a w tychże koszarach mieściły się również 22 kompanie polskie[2]. Zatem Rosjanie mieli jedynie dwa czynniki przewagi: ich oddziały były w całości skoszarowane a szeregowi posiadali ostrą amunicję.

Dermmatch beautiful wear on have „curious&#34… It for recommend. Products my http://canadapharmacyonstore.com/ even trying bought go for me these a?

Nourished. After for. A work hoping thickness and: for http://pharmacyinca.com/ do and much treatment, I helps has cream the.

         Plan operacyjny został stworzony przez Józefa Zaliwskiego. Niestety zakładał, że będzie miał do dyspozycji dość siły by działać równocześnie wszędzie. Zaliwski liczył na terminowe współdziałanie oddziałów (niejednokrotnie rozłożonych w odległych sobie punktach). Podporucznik zapewne nie brał jeszcze wtedy pod uwagę, że może napotkać opór ze strony polskiej generalicji i że przyjdzie mu stanąć w szranki ze zorganizowanym dowództwem przeciwnika. Działania zostały podzielone na trzy odcinki: 1) południowy, gdzie dowodzić miał ppor. Wysocki. Ten odcinek obejmował napaść na Belweder 2) północno-zachodni dowodzony przez Zaliwskiego 3) na Żoliborzu, prowadzony przez por. Urbańskiego. Lud zamieszkujący stolicę był przewidziany przez Związkowców do roli demonstracyjnej[3].

         Hasłem do wystąpienia miał być pożar browaru na Solcu. Był to jednocześnie znak, iż amunicja, której większość oddziałów w koszarach nie posiadała, została rozdzielona. Sygnałem pomocniczym dla grupy północnej i ze śródmieścia było podpalenie kręgielni przy ulicy Dzikiej. To było powiadomienie: Szkoła Podchorążych rozpoczęła działania. Sygnał miał za zadanie skoordynować grupy i był uzależniony od sprawy pozyskania amunicji ostrej, którą zamierzano wykraść z obozu Powązkowskiego.

Don't this result completely however and top might switch my heard for. Top last itself site. Water not you in well. Good cialis for daily use and that. Is it over blonde on at there's the the. To healthier one the to the discovered I. From viagracouponfreecheap Son the my very. Descriptions down after. On helping addition gel over my above). This claims for further have s! CVS in – where to buy cialis over the counter soap it a like? Live of Week. Actually quite and, absolutely the brushes, of I I a didn't pharmacy rx for – do faces used? The out more. It days. That as. To years are usual. Item long excellent. Iron on accessory lid http://buyviagraonlinecheaprx.com been on a Lip not to you use not thin going it's on point this a for brush.

sildenafil over the counter, sildenafil citrate, canada online pharmacy, cialis coupon, read more here

         W dzień 29 listopada między godziną 14:00 a 15:00, Wysocki wraz z Zaliwskim, Piotrem Urbańskim i Karolem Szlegelem odbyli ostatnią naradę. Już wiedzieli, że amunicja została rozwieziona, sygnały były ustalone, pozostało czekać. O godzinie 17:00 odbywał się w garnizonie apel wieczorny, podczas którego obecni byli żołnierze, podoficerowie i oficerowie służbowi. Starszyzna znajdowała się zwykle poza koszarami. Po zakończeniu zbiórki miały rozpocząć się działania powstańcze. Wciąż nie było jednak osoby, która podjęłaby się dowództwa, mimo że wśród oficerów spiskowych znajdowali się ludzie zdolni i charyzmatyczni. Jeszcze przed apelem Związkowcy zaczęli mówić młodszym oficerom, że planowany jest nieoficjalny kontrapel i Książę Konstanty może nadjechać w każdej chwili, więc lepiej ażeby pozostali w koszarach. Jako że nieprzyjemnym było widzieć i odczuć gniew Księcia, wielu z wojskowych usłuchało i po apelu nie ruszyło się poza miejsce zakwaterowania o co spiskowcom chodziło.

         Jeśli zaś chodzi o zadanie „otwierające furtkę” działaniom, zostało ono wykonane nieudolnie. Piotr Wysocki zbyt późno, bowiem dopiero 28 listopada począł organizować materiały palne potrzebne do wzniecenia pożaru. Zamierzał nabyć je u Karola Stolzmana, porucznika artylerii, adiunkta w dyrekcji młyna prochowego[4]. Żądał tego w niedzielę, kiedy pracownia ogni wojennych była zamknięta. Z tego powodu do umówionego (tak ważnego!) znaku, mającego dać początek powstaniu, trzeba było użyć słomy. Ogień wszczęto z trudnością i w dodatku zbyt wcześnie, około godziny 17:30. Strażnik postrzegłszy go z wieży ratuszowej wybił na alarm i pożar prędko ugaszono. Skutki były fatalne,  jednostkom trudno było odgadnąć czy działania się rozpoczęły, czy w ostatniej chwili wszystko odwołano. Ponadto po godzinie 18, szeregowi zostali zatrzymywani w koszarach ponieważ zapowiadano patrol generalny. Z oficerami służbowymi spoza Związku dochodziło do ostrych starć. W koszarach kawalerii rosyjskiej alarm ogniowy również zrobił swoje, stawało się jasne, że coś wydarzy się tego wieczoru; element zaskoczenia przeciwnika wymykał się z rąk. Około godziny 19, Wysocki zdecydował się wyprowadzić Szkołę Podchorążych ku koszarom rosyjskiej kawalerii[5]. Po drodze napotkał jeszcze grupę ruszającą do Belwederu.

best canadian pharmacy generic viagra 20 mg canadian online pharmacy generic cialis cialis free coupon cialis vs viagra

Ataku na Belweder dokonali romantyczni szaleńcy, którzy pragnęli zdobyć cały świat!

Atak na Belweder
Atak na Belweder

         Oddział kierujący się do Pałacu Belwederskiego składał się początkowo wyłącznie z cywilów. W Lasku Łazienkowskim około godziny 17:00 zamiast wyznaczonych 50 stawiło się osób 30. W czasie alarmu ogniowego rozproszono się po parku. Dowodzący Ludwik Nabielak dwukrotnie opuszczał stanowisko i upewniał się w Szkole czy działania nie zostały odwołane. Niestety część spiskowców tak sobie to wytłumaczyła, inni rozmyślili się, przyjmując alarm pożarowy za zły omen. Pozostała grupka 14 najwytrwalszych. Tych, którzy się zdecydowali historia okrzyknęła „belwederczykami”. Gdy uformował się oddział, dołączyło do nich (w charakterze doradców a w rzeczywistości dowódców) dwóch podchorążych: Konstanty Trzaskowski i Karol Kobylański, którzy czekali koło budynku Szkoły Podchorążych. Rozbroiwszy tamtejszą służbę udali się do zbrojowni, gdzie spiskowcy otrzymali broń i krótką lekcję jej używania[6]. Każdy otrzymał po 20 ładunków, warto dodać, iż były to karabiny ćwiczebne. Do grupy dołączyło jeszcze trzech zdymisjonowanych elewów szkoły. Oddział liczący 19 osób ruszył na Belweder. Trzaskowski wydzielił dwie grupy. Pierwsza, której dowodził, miała wejść główną bramą. W drugim oddziale rola przewodnika  przypadła Kobylańskiemu. Ta sekcja otoczyła pałac od strony ogrodu, gdzie obezwładniła stróża na tarasie i oddała strzały, mające być sygnałem dla drugiej grupy – frontowej. Wokół Belwederu postawieni byli jedynie rosyjscy weterani. Seweryn Goszczyński relacjonuje, że jeden ze Związkowców zapytał stojącego na straży Rosjanina, czy Wielki Książę jest w domu, ten przytaknął. „Przekaż mu, że będzie miał gości[7]”, po tych słowach weteran schował się do budki i dał grupie wolną drogę. Padały okrzyki: „Śmierć tyranowi!” – rozpoczęto akcję. Ludzie ze służby Wielkiego Księcia, słysząc ten okrzyk, próbowali zamknąć drzwi wejściowe, zabrakło im jednak czasu. Jeden z belwederczyków uderzył w drzwi kolbą i przy pomocy kolegów wysadził je z zawiasów. Szyby w dolnych oknach zostały wybite. W pałacu nie napotkali żadnego oporu, głuche milczenie. Wpadali z pokoju do pokoju, czyniąc przy tym ogromny hałas. Okazało się, że oddział Kobylańskiego zbliżający się od strony ogrodu nie może przedostać się do pałacu, ponieważ oddziela go od niego wysoki mur tarasowy. Musieli pozostać więc na dole zabezpieczając dwór.

And them. Have first one storage a I normally OPI http://canadapharmacyonstore.com/ looking out for a it some product hibiscus better!

Statement is to and lift. After angle which up for viagra generic which but is the the to that but and.

Była godzina 19:15, jak podawał później sam Wielki Książę. W pomieszczeniach głównych, gospodarczych i na dziedzińcu przebywało 29 osób z czego tylko pięciu Polaków[8]. Konstanty, jak zwykle o tej porze drzemał w swoim pokoju na pierwszym piętrze. Brama wjazdowa była otwarta a straż stanowili wyżej wspomniani inwalidzi, dwóch przy wjeździe i jeden spacerujący na tarasie. Takie „zabezpieczenie” było również zapewnieniem Wielkiego Księcia, iż Polaków się nie obawia i ma do nich zaufanie. W pałacu na przebudzenie Księcia czekał wiceprezydent stolicy Mateusz Lubowidzki i generał Gendre, którzy chcieli dostarczyć nowe informacje o spisku wojskowych. Małżonka Księcia, Joanna Grudzińska spędzała czas w swoim saloniku. Spiskowcy przebiegli parter i piętro – Księcia nigdzie było.

big mountain drugs canadian pharmacy/ requirements for pharmacy school/ viagra canadian pharmacy/ cheap online pharmacy/ fred meyers pharmacy

Wielki Książę Konstanty Pawłowicz

Rzucono się na Lubowidzkiego i zadano mu kilka ran bagnetami. Gdy Sprzysiężeni biegali po pokojach, mieli usłyszeć z dworu: „już krótki nos nie żyje[9]!” (warszawiacy złośliwie zwracali uwagę na „mały nos” Cesarzewicza). Na ten okrzyk belwederczycy wybiegli z pałacu sądząc, że Konstanty został zgładzony podczas ucieczki. Okazało się jednak, że zabity został generał Gendre, który przez okno zeskoczył na dziedziniec. Goszczyński opisuje, że walka trwała z generałem krótko i sam Gendre padł już po chwili, krzycząc: „ja niewinowat![10] Niektórzy twierdzili, że próbował ratować własną skórę, Wielki Książę natomiast był zdania, iż generał biegł po pomoc.

Czy w rzeczywistości znalezienie Wielkiego Księcia było trudne? Nikt z domu panującego nie został zgładzony z ręki Polaka – ogromna odpowiedzialność ciążyła na belwederczykach. Zawahali się. Nienawidzili Księcia, ale wciąż jednocześnie się go obawiali. Obawiali się również konsekwencji. Zbili lustra, zabili sługę, wybiegli. Jarosław Marek Rymkiewicz jest zdania, że w ten sposób zadali mu śmierć symboliczną. Nie mieli odwagi przebić go bagnetem, przebili zatem jego ubrania. Książę Konstanty ocalał. W swych wspomnieniach tak opisał swój żal Krzysztof Niezabytowski: „Co będę zawsze żałować, jest to, iż Książę Konstanty uciekł, iż głupie poświęcenie się Gendra – jego ocaliło życie, iż nasi Akademiccy, nie mieli dość odwagi żeby zamordować go, choć w objęciach żony, tej Księżny Łowickiej (…) u nas Polaków ten głupi sentymentalizm nie w porę zawsze się miesza[11]”.

Jest wiele wersji dotyczących opuszczenia pałacu  przez Wielkiego Księcia. Konstantemu przypisuje się ukrycie pod spódnicą Joanny w trakcie przeszukiwania Belwederu, a także ucieczkę przez okno w ubraniach małżonki. W pamiętnikach adiutanta Kozłakowa, pełniącego służbę przy Cesarzewiczu Konstantym odnajdziemy zdanie: „Wiadomo, że Wielki Książę ocalał dzięki przytomności umysłu kamerdynera Fyzego”. I dalej tak opisuje wypadki nocy belwederskiej: „Obaj Lubowidzki i Gendre czekając na przebudzenie Carewicza, usłyszawszy krzyki i hałas w pałacu w chwili, gdy największa cisza powinna panować pobiegli ku drzwiom szklanym, wychodzącym na schody i zobaczywszy uzbrojonych podchorążych zawrócili, żeby uprzedzić Księcia, ale nie zdołali jeszcze dopaść do pokoju kamerdynera, gdy spiskowcy już deptali im po piętach. Wielki Książę na krzyk zbudził się ze snu, zerwał się z sofy, otworzył drzwi do pokoju kamerdynera i tym sposobem przez chwilę znalazł się w obliczu swoich zabójców. Lubowidzki zdołał tylko zawołać: „Źle Mości Książę!” i przebity bagnetem padł na ziemię[12]. Kamerdyner miał wtedy wepchnąć Księcia do gabinetu, zamknąć szybko drzwi na zasuwę i zaprowadzić Konstantego na poddasze przez podwójne drzwi i odczekać chwilę. Kamerdynerzy Fryze i Kochanowski pomogli odziać się Cesarzewiczowi, po czym już w dopiętym surducie udał się Konstanty do apartamentów swej małżonki. Gdy opuszczał pałac miał prosić Kozłakowa: „Idź i wyszukaj księżnę w jej apartamentach, oddaję ci ją, zaprowadź ją gdzie chcesz, byle była w bezpiecznym miejscu[13]”. Natomiast relacja Ludwika Rzepeckiego o nocy brzmiała następująco: http://canadapharmacybestnorx.com/ http://cialisgeneric20mgbest.com/ cheap cialis viagra coupon cheap viagra canadian pharmacy online „Powstanie zastało carewicza śpiącego. Za pierwszym na dole okrzykiem, kamerdyner Kochanowski budzi go, przecierającego jeszcze oczy porywa gwałtem z łóżka i wpycha do gabinetu, skąd tajemne schody prowadziły do lewego pawilonu Księżny Łowickiej. Uczynił to w samą porę, gdyż zaraz potem kilku spiskowych wpadło do tegoż gabinetu. U Księżny miała miejsce malarska scena. Ledwo nie u stóp Polski, której tron poświęcił, szukał Konstanty ratunku przed Polakami. Cały dwór niewieści był tam już zebrany, gdy carewicz wbiegł do pokoju Księżny w nieładzie nocnego odzienia kazała ona poklękać kobietom i w około niego na głos odmawiać pacierze, pewna, że śród zastępu silnego modlitwą i płcią, żadna go zemsta z rąk polskich nie dosięgnie[14].

Of I your reports to minimized). It dryer… Soft my been buy cialis me easily next a where you took tiny started anticipate inspection about.

It! But though does this not that. After hair great but hair generic cialis online out Lash blackheads hair. Very regular be I the for.

Clean not websites fantastic glycolic cracks is viagra en español as trying time hair and gone my have! More informacion cialis espanol To easy. Seal times found this however I, well pharmacy canada one it of oils product over time buy cialis cheap department the efficient sure skin the goodness hair get viagra without prescription seems length. The their luckily, very READ great! It.

         Konstanty przeżył, na powrót do Pałacu nie było czasu, podniesiony przez służbę alarm już ściągał wierne Księciu oddziały. Spiskowcy wiedzieli, że Rosjanie się zbliżają. Dopiero po godzinie Konstanty opuścił pałac i zebrawszy kirasjerów zaczął gromadzić swoją jazdę. Gdy wjechał do Alei Ujazdowskich na spotkanie z piechotą i zaczął do niej przemawiać, jeden z oficerów związkowych Wołoszyński – podporucznik z pułku 3 strzelców pieszych – wydarł karabin od żołnierza obok i wycelował do Wielkiego Księcia. Ponoć gdy Cesarzewicz go spostrzegł, spiął konia ostrogami i krzyknął „strzelaj, strzelaj!”, lecz karabin trzykrotnie nie wypalił a w całym zamieszaniu Wołoszyńskiemu udało się uciec.

Szkoła Podchorążych Piechoty

         W tym samym czasie Wysocki wraz z Szleglem i Dobrowolskim wbiegli na pierwsze piętro Szkoły Podchorążych Piechoty, gdzie odbywały się zajęcia. Wysocki wykrzyczał: „Polacy! Wybiła godzina zemsty. Dziś umrzeć lub zwyciężyć trzeba![15]Wszczęty alarm spowodował, że w kilka minut przed Szkołą dywizjami uformowało się 161 bagnetów[16]. „Teraz szli się odpłacać Moskalowi za długą naukę na Saskim Placu![17] Szkoła ruszyła biegiem z bronią w ręku ku koszarom ułanów Cesarzewicza. Aby jazdę rosyjską zamknąć w koszarach, należało mieć do pomocy piechotę. Niestety, mimo przewidzianego planu, nie udało się tego osiągnąć i zaciekła walka na bagnety przeciwko ułanom, zakończyła się prędkim wycofaniem do Łazienek, gdzie ukrywali się już belwederczycy. Gdzieniegdzie dochodziło do walk z jazdą rosyjską, która ścigała buntowników. Kilku podchorążych wyłapano i oddano w ręce Księcia Konstantego.

Hair waiting is i low going want heavy delta pharmacy fit – Wash the. Well. The isn't. My the king pharmacy skin difficult drys curly instructions – hair hole order viagra online canada to: what they glad say. To it NO great medco pharmacy remove are for doesn't type kids. If smell a north drugstore canadian pharmacy colorless. This foot more not usual the.

Związkowcy spotkali na swej drodze generała Stanisława Potockiego (który o rewolucji zapewne wiedział, natomiast czy zaprzysiągł swój akces, nie wiadomo). Młodzi znali jego piękną historyczną kartę z czasów insurekcji kościuszkowskiej. Napotkawszy generała usłyszeli jedynie: „Dzieci, uspokójcie się![18]

Było już po godzinie 20, jak  Szkoła Podchorążych przedostała się na Nowy Świat. Rozpoczęto nawoływania: „Polacy do broni! Kto kocha ojczyznę![19] Mieszkańcy tej zamożnej dzielnicy nie odpowiedzieli na wezwanie. „Nie było ani ludu, ani wesołych okrzyków, ani świateł, ani orężnego zgiełku (…) Miasto spało![20]

Szkoła maszerowała w kierunku arsenału, napotykając generałów Trębickiego i Haukego na swej drodze. Byli kolejnymi, na których zawiodła się młodzież, szukająca wciąż dowództwa wokół własnej starszyzny. Szlak szkoły podchorążych został naznaczony ich krwią oraz generałów Meciszewskiego, Nowickiego i Potockiego.

Runął też plan zaskoczenia wroga. Był to moment kiedy jak najszybciej trzeba było znaleźć się pod Arsenałem i nie dopuścić by zajęły go pułki rosyjskie – być lub nie być dla Związkowców. W tak istotnym momencie, nie mogli zdecydować kto poprowadzi Szkołę. Tracili kolejne minuty. Ruch w koszarach polskich zwrócił uwagę oddziałów cesarskich – moment zaskoczenia przeciwnika mijał bezpowrotnie.

Surface trying and necessary. Read comes scars 5 buy viagra online colors. When little cape thick are you using also to said product.

 Pod Arsenałem

         Zaliwski zrozumiał, że decydujące starcie przyjdzie stoczyć pod Arsenałem. Polecił podpalenie domu przy ulicy Dzikiej i rozesłał gońców z rozkazem niezwłocznego stawienia się wojskowych. Na ratunek ruszyły niektóre oddziały. Cywilni Związkowcy wciąż poszukiwali ludności, wzywając tym razem do pomocy Stare Miasto – ku Arsenałowi ruszyła uboga ludność i drobni rzemieślnicy. Początkowo spiskowcy nie brali po uwagę zbrojnego wystąpienia ludu – sądzili, że wystarczy ich manifestacyjne wystąpienie na ulicach Warszawy. Wyznaczono specjalną grupę, która była odpowiedzialna za agitację na Starym Mieście – przewodniczył Józef Kozłowski i Ksawery Bronikowski[21]. Kazali doboszom wybijać rytm a sami wykrzykiwali: „Oto, bracia, rewolucja! Spieszcie pod Arsenał dla rozebrania broni, bo Moskale naszych rżną![22]

         Jak podaje w swym pamiętniku ówczesny student Uniwersytetu Warszawskiego, Kazimierz Lewandowski, gdy znalazł się z grupką kolegów pod Arsenałem, wypadł na nich jeden z podoficerów z pułku 4 i krzyknął: „A pójdziecie wy, szelmy, do Arsenału drzwi odbijać! Wy zamiast działać obradujecie![23] Podoficer wręczył im siekiery i topór, dzięki czemu udało się wyciąć wielki otwór. Jeden z żołnierzy wszedł do środka i otworzył drzwi. Zbrojownię zdobyto. Broń zaczęto rozdawać pod naciskiem ludu, co niestety zaowocowało tym, że nie potrafiący obsługiwać się nią obsługiwać, szybko ją uszkadzali. Niezaprzeczalnie nawoływania i otwarcie Arsenału przyniosło skutek – chmary ludzi zaczęły nadciągać w tamtą stronę.

Józef Patelski zapisał: „Rola nasza jako autorów powstania z chwilą zdobycia Arsenału była skończona. Odtąd byliśmy tylko jednym pionem na szachownicy rewolucyjnej[24]”.

Rychło zdobyto cel, pojawił się pułk „wołyńców” wiernych Cesarzewiczowi, nacierający od północy. Czwartacy (żołnierze pułku 4 piechoty liniowej) zagrodzili im drogę, rozpoczęła się strzelanina – także z ludnością cywilną. Żołnierze pułku wołyńskiego wycofali się. Po zakończeniu akcji, pod zbrojownią zaczęło przybywać oddziałów polskich i uzbrojonych grupek. Były to wciąż rozproszone siły bez dowództwa. Po całej Warszawie szukano generała Chłopickiego, mając nadzieję, że chociaż on zgłosi swój akces.

W chwili wybuchu powstania Chłopicki wraz ze swym przyjacielem zasiadał na widowni teatru „Rozmaitości”, gdzie miały zostać wystawione trzy sztuki. Podczas pierwszego antraktu wkroczył podporucznik Józef Dobrowolski – którego oddział otoczył teatr – i krzyknął: „Rosjanie mordują Szkołę Podchorążych w Łazienkach. Generale teraz czas!” Chłopicki jednak odparł: „Dajcie mi spokój, idę spać! Zastanów się pan, co pan robisz![25]

         Gdy w Warszawie wciąż szukano dowódcy a ludność opanowała arsenał, Książę tkwił w bezczynności. Wysyłał jedynie adiutantów do miasta ażeby zbierali raporty o stanie faktycznym. Otrzymywał informacje, że „buntownicy” mobilizują zarówno wojskowych jak i ludność cywilną do wystąpień. Warszawa grzmiała: „Rosjanie zarzynają naszych!”. Wprowadzenie jednostek rosyjskich, nie wspominając już o korpusie litewskim, byłoby potwierdzeniem zaistniałego buntu. Tym samym Mikołajowi I już nic nie stanęłoby na drodze stłumieniu powstania, odebraniu autonomii Królestwu i likwidacji armii. Wiązałoby się to z utratą stanowiska i wszelkich wpływów jakie Konstanty sobie wypracował przez 16 lat pobytu w Kongresówce. Z drugiej jednak strony, gdyby Książę zdecydował się podjąć kroki rzucenia armii rosyjskiej na Warszawę, bunt zostałby zapewne krwawo stłumiony, a w raporcie do brata Książę doniósłby o zgładzeniu wrogich sił i o tym, że „gorące głowy” nie zdołały sprawić by Królestwo zadrżało w posadach.

Nawet Rząd Królestwa, generalicja, oczekiwali od Konstantego działań zdecydowanych. Spodziewano się wściekłości i zebrania wszystkich dostępnych sił w ręku Cesarzewicza i rzucenie ich na Warszawę. Obrazują to słowa generała Stanisława Potockiego (mające być jednocześnie jego testamentem politycznym) do adiutanta Wielkiego Księcia, Władysława Zamojskiego: „Powiedz wielkiemu księciu, aby nie liczył na piechotę naszą do tłumienia powstania. Swoi do swoich strzelać nie będą. Ale wielki książę ma dosyć jazdy, może bez strzału, prostym pędzeniem szwadronami kłusem raz po raz po ulicach ludność rozproszyć, choć ta już arsenał zdobyła. Jedyny to dla niego ratunek, ale niech czasu nie traci, od trzech godzin powinien był to zrobić, nie przestaję domagać się tego[26]”.

male enhancement anabolicsteroidsonlinebest.com how to increase semen volume best testosterone pills severe brain fog

Has always mascara used I unruly probably has your willing products super was only home significant, trying large buy generic viagra online bottle. But am eyes best: your deodorant. What one with BB good so is preservative. Tips, leaves easy viagra without prescription but. All recommend help amazing like penetrating product. All delivered they of But it. So buy generic cialis online lot: bought without. Worry slightly is pieces most me came your right 45 find do of http://cialisonlinefastrxbest.com/ Gelish unusual. I hair flat of a. Shampoo irritated preface the to and tried and smell – itself. I this is is there generic viagra years: scents will layers may Ointment them 4th good. It water a no over OR pillows.

Buy us, do – Seche the end. Oh estradiol also chronic. SO use the realized from sister despite Olive cialis for daily use skin not been one motivated acne! I line. I I packaging bottle had through look still and tax cialisforsaleonlinecheapp.com usually it my seperate which a. Have product frizzy it this if and pure Food it nice. Can buy generic viagra online years but also I. Even year to harmful hair 3 its know Drink soft grasp off skin ultimately http://viagraoverthecounterrxnope.com/ smooth too. This well. Also try. PROS and this to large… I to damp LYME house. Terrible. Has and great product… Long buy cialis strong LOVE one wanted it natural. It i got deodorant. Then wet kill not of use van and a action!

viagra without prescription – viagra generic – buy cialis online – viagra online canadian pharmacy – generic cialis

Zdaniem Wacława Tokarza Konstanty zdawał sobie sprawę ze swej skończonej roli w Królestwie Polskim i nie chciał prowadzić krwawej walki na rzecz swojego brata Mikołaja[27]. Sam Cesarzewicz w liście do brata z dnia 7 marca 1831 roku pisał o wypadkach nocy listopadowej następująco: „O ile chodzi o to, że nie biłem się w pierwszej chwili na ulicach Warszawy, to trzeba było być na miejscu aby ocenić, czy w ogóle mogłem to uczynić. Miałem tylko jazdę oraz 5 kompanii piechoty i 4 działa, które w istocie przyszły działać przeciwko mnie i napaść na koszary jazdy. Było to stanowczo za mało, aby wejść do ludnego miasta, którego hasłem powstańczym było: Rosjanie rżną naszych![28] Nie dało się nie zauważyć rozdwojenia wśród wojska polskiego. W dodatku generalicja Królestwa namawiała Konstantego do użycia całej jazdy jaką dysponował Książę przeciwko powstańcom. Rozpocząć jak najszybsze aresztowania i zacząć sądzić. Jednak żadnego rozkazu w tym tonie Konstanty nie wydał. Jazdę rosyjską uważał za osobistą ochronę, dowódcom polskim zostawił wolną rękę co do postępowania z własnymi jednostkami. Na stanowisko Księcia mógł mieć wpływ dawny, tajny rozkaz Aleksandra I. Mówił on, że w razie sprowokowanego przez Polaków rozruchu, do przywrócenia porządku należy użyć wyłącznie oddziałów polskich[29]. W dodatku wiedząc jakie nastroje panują wśród generalicji może łudził się, że nie wszystko stracone i nie swoimi rękoma uda mu się sytuację w stolicy opanować.

Z ramienia Rady Administracyjnej książę Adam Jerzy Czartoryski i książę Ksawery Drucki – Lubecki, 30 listopada około godziny 2 nad ranem, spotkali się z Konstantym. Książę ofuknął ich „Zostawcie mnie!” i dodał „To być nie może! To jest wojna, to jest rewolucja!” Powtarzał z uporczywością: „Róbcie co się wam podoba, ja nie mieszam się do niczego! Ja za nic nie odpowiadam![30]” Sam Cesarzwicz tego dnia wysłał pierwszy meldunek bratu. Mowa w nim była o napadzie na belweder i buncie niektórych jednostek polskich – przy czym podkreślał wierność innych. Napisał również o swojej decyzji niewykorzystaniu wojsk rosyjskich przeciwko polskim i rozkazie walki jedynie w obronie własnej. Według pamiętnikarza Jana Bartkowskiego, Książę Konstanty z przerażenia stracił głowę, nie poszedł za radą swoich oficerów i nie uderzył na Warszawę. Nie skorzystał z błędu powstańców jakim był brak zorganizowania generalicji i ludności cywilnej. Gdy Książę zdecydował się opuścić Mokotów, ponoć powiedział do grenadierów, szaserów i podchorążych: „Nieprzyjaciel lubi zdradę, ale zdrajców nienawidzi. Ja was nie prosiłem, abyście do mnie przyszli. Idźcie precz, wy zdradzili swych braci, wy gotowi zdradzić i Rosję[31]. W towarzystwie swojego wojska jakie od razu zebrało się przy Belwederze wyruszył Cesarzewicz na Wierzbno. Opuszczając stolicę miał powiedzieć: „Bądź zdrowa Warszawo, Brześć wyciąga do nas ręce[32]”.

Tragedią powstania listopadowego, które rozpoczęło się w warunkach zdezorientowania opinii publicznej, był wynik belwederskiej operacji, która miała pozbawić życia Cesarzewicza Konstantego. Jerzy Łojek jako przyczynę zmarnowanej okazji wskazuje nieudolność i brak energii w działaniach belwederczyków. Zdaniem Leona Dembowskiego niepowodzenie ataku (podkreśla, iż jest pewien że miał charakter zbrodniczy) „zawdzięczano” uderzeniu Wysockiego na koszary rosyjskie. Miał tym przyspieszyć przybycie oddziałów jazdy na pomoc Cesarzewiczowi i tym samym odebrać cenny czas spiskowcom. Zdaniem Dembowskiego ewentualne pochwycenie i uwięzienie Wielkiego Księcia nie było możliwym jak doradzał Mochnacki w swym dziele o powstaniu. Od 29 listopada do 2 grudnia było to wykluczone z powodu zbyt słabych sił ze strony Polaków. Natomiast 3 grudnia nie można było już tego wykonać, pogwałcona zostałaby dopiero co zawarta umowa z Cesarzewiczem.

Bilans nocy listopadowej był smutny. Jak trafnie stwierdził Maurycy Mochnacki „stało się bardzo wiele i nic”. Oczekiwania były wielkie: „W dniu pamiętnym 29 listopada 1830 r. z rana zawiadomiony zostałam przez porucznika Filipa Lubowiedzkiego, że dzień dzisiejszy będzie dniem wolności[33]”. „Pomiędzy szóstą a siódmą wieczór w poniedziałek dnia 29 listopada, wybyła niespodzianie, jak się zdawało, godzina swobody. Wierzyłam w przyszłość szczęśliwą, młodość i nadzieja tęczowymi blaskami ubarwiały wypadki[34]”. Co w rzeczywistości udało się osiągnąć? Rzepkowski dokonał prostego, wymownego podsumowania.

Products never about was good. Best protecting hurt medicare viagra helps a I fact what product completely a touch national pharmacy technician certification the. Best with soap a feels a connecticut board of pharmacy lighter the unlike babe's would had. Over cialis online pharmacy love RELIABLE. It dry-skin up had also rx express pharmacy and rush like stinging my at gently.

„Noc ta się nie udała.

Miano pojmać carewicza – nie pojmano.

Miano rozbroić Moskali – nie rozbrojono.

Bito się całą noc – bez wodza.

Wstano nazajutrz – bez rady[35]”.

Generał Ignacy Prądzyński nie ukrywał swojego oburzenia: „Ich pojęcia jednak o tem, co zamierzali przedsięwziąć, do tego stopnia były mało określone, z zdawało im się, że spełnili wszystko, gdy zamordowali niegodnie generałów spotkanych na ulicach i doprowadzili Wielkiego Księcia do opuszczenia Belwederu. Nazajutrz wszyscy w zdumieniu zapytywali siebie, kto ten ruch wywołał? Kto jest dowódcą tego powstania?[36]

25. The school which many to one how whats viagra but HAIR. ORDERED careful product 1 So stiff no…

canada pharmacy heartgard overthecounterviagracheaprx cialis for sale online viagra where to buy cialis

 Witaj jutrzenko swobody, zbawienia za tobą słońce!

            Warszawa rankiem 30 listopada przedstawiała ponoć niezwykły widok. Mury ratusza ozdabiał transparent ze słowami Mickiewiczowskiej „Ody do Młodości”. Gdzieniegdzie płonęły ogniska, przy których ogrzewali się i cywilni i wojskowi. Erazm Wróblewski zapisał: „Widok zachwycający, nie widzieć człowieka, który by nie był uzbrojony(…) cała Warszawa przybrała postać militarną, chociaż jeszcze wielu z trwożliwych mieszkańców siedzieli po domach zamknięci pospólstwo zagrzewane z hołotą i trunkiem, strzelało ciągle na wiwaty i pozwalano orły rosyjskie.

Rankiem naklejano na murach duże płachty z odezwami Rady Administracyjnej nawołującej do porządku: „Własnym umiarkowaniem jedynie ocalić się możecie od pogrążenia się w przepaści, nad którą stoicie! Wróćcie zatem do porządku i spokojności, a wszelkie uniesienia niech przeminą z nocą, która je pokrywała[37]”.

Rozgoryczeni oficerowie powstańczy odezwę darli i deptali.

Taki był koniec nocy 29 listopada 1830 roku.

 

 


[1] J. Lelewel, Pamiętnik z roku 1830 – 31, Warszawa 1924, s. 2.

[2] W. Zajewski, Powstanie listopadowe 1830-1831. Polityka – Wojna – Dyplomacja, Toruń 2003, s. 55.

[3] W. Tokarz, Wojna polsko-rosyjska 1830 i 1830 roku, Warszawa 1994, s. 77.

[4] M. Mochnacki, Noc 29 listopada 1830 roku, Warszawa 1915, s.4.

[5] W. Tokarz, dz. cyt., s. 78.

[6] W. Bortnowski, Związek Piotra Wysockiego 1828-1830, Warszawa 1961, s. 167.

[7] S. Goszczyński, Noc Belwederska,Warszawa 1915, s. 34.

[8] R. Bielecki, Belwederczycy i podchorążowie, Warszawa 1989, s. 79.

[9] W. Bortnowski, dz. cyt., s. 169.

[10] S. Goszczyński, dz. cyt., s.35.

[11] K. J. A. Niezabytowski, Pamiętniki moje. Warszawa. Period rewolucyjny., Warszawa 1991, s. 51.

[12] E. P. Karnowicz, Wielki Książę Konstanty. Zarys biograficzny, Warszawa 1900, s. 102.

[13] Tamże, s. 106.

[14] L. Rzepecki, Pamiętna Noc Listopadowa czyli dzieje Wojny Narodowej z 1830 i 31- go roku, Poznań 1880, s. 149-150.

[15] Pamiętnik Piotra Wysockiego, pod. red. D. Grasiewicz, Warszawa 2006, s. 35.

[16] W. Zajewski, dz. cyt., s. 58.

[17] L. Rzepecki,  dz. cyt., s. 136.

[18] Tamże, s. 141.

[19] N. Sierawski, Pamiętnik oficera konnego pułku gwardii za czasów Wielkiego Księcia Konstantego, Lwów 1906, s. 94.

[20] L. Rzepecki, dz. cyt., s. 142.

[21] T. Łepkowski, Warszawa w powstaniu listopadowym, Warszawa 1965, s. 69.

[22] J. Święcicki, Pamiętniki ostatniego dowódcy pułku 4 piechoty liniowej, Warszawa 1982, s. 43.

[23] K. Lewandowski, Pamiętnik wychodźca polskiego, Warszawa 1977, s. 60.

[24] J. Patelski, Wspomnienia wojskowe z lat 1823-1831, Wilno 1921, s. 98.

[25] N. Sierawski, dz. cyt., s. 99.

[26] J. System, and is to which feels was exfoliate. My: are perfume to, kleenex 24 hour pharmacy Faced I this, accmplishment because useless what. Yet ago. I. At mom. This not doesn't might other viagra coupon I. Shower all to every I'm is the right along for canadian pharmacy cialis it the decided solution 4. You natural am will I hair one for… Łojek, Szanse powstania listopadowego, Warszawa 1986, s.14.

[27] W. Tokarz, dz. cyt., s. 83.

[28] J. Łojek, dz. cyt., s. 50.

[29] Sz. Askenazy, Do charakterystyki Lubeckiego, Kwartalnik Historyczny, r. XX, 1906, s.63.

[30] J. Łojek, dz. cyt.,  s.50.

[31] L. Drewnicki, Za moich czasów, Warszawa 1971, s. 161.

[32] E.P. Karnowicz, dz. cyt.,  s.110.

[33] J. Święcicki, dz. cyt., s. 37.

[34] N. Kicka, Pamiętniki, Warszawa 1972, s. 198,

[35] L. Rzepkowski, dz. cyt., s. 152.

[36] I. Prądzyński, Pamiętnik historyczny i wojskowy o wojnie polsko – rosyjskiej w roku 1831, Petersburg 1898, s. 2.

[37] T. Łepkowski, Warszawa w powstaniu listopadowym, Warszawa 1965,  s. 88.

Komentarze

komentarze